nie lubię świąt

DSC_1178

Co pierwsze przychodzi na myśl kiedy powiem święta? Odkąd skończyliśmy mniej więcej 9 lat święta przestały być magiczne. Nie czekamy na Mikołaja bo w niego nie wierzymy, nie czujemy tej wspaniałej rodzinnej atmosfery bo często przy stole już kogoś brakuje, wreszcie oprócz tego cudownego wolnego od pracy, na nasze barki spada więcej pracy niż w przeciętną weekend w roku.  Im jesteśmy starsi tym bardziej święta obciążone są stresem, a magia i atmosfera z roku na rok jest coraz mniejszym jego wynagrodzeniem.

Trudno jest przyznać się przed sobą samym, że się nie lubi świąt, a jeszcze trudniej jest powiedzieć to na głos i wystawić się na krytykę innych.

Od paru lat święta to presja:

Presja kupowania bo sklepy już od listopada przypominają nam na co mamy wydać całą pensję. Trzeba kupić prezenty nawet tym co już wszystko mają, trzeba kupić za dużo jedzenia, które i tak wyrzucimy bo nie zjemy wszystkiego, trzeba kupić milion dekoracji, żeby ustroić dom jak na pinterescie i instagramie.

Presja sprzątania, bo jak wiadomo Jezusek zaraz po urodzeniu sprawdzi czy okna dokładnie pomyte (to nic że jasno jest tylko przez pół godziny dziennie) czy w szafkach porządek i kurze spod łózka wygonione.

Presja gotowania, przynajmniej miesiąc przed świętami nie zapomnijcie wrzucić na instagram swoich pierniczków które skruszeją (lub je zjecie) do wigilii, potem 12 dań, nawet jeśli święta spędzamy u rodziny, no ale coś trzeba zrobić z tego kupionego żarcia.

Na koniec najgorsze, jak już spłukaliście się z kasy, posprzątaliście każdy zakamarek żeby na nowo pobrudzić wszystko gotując to czas wejść do krainy świątecznego entuzjazmu. Czas cieszyć się ze świąt, to nic że patrzysz na to wszystko i jakoś nie czujesz świątecznej magii, uśmiechasz się bo przecież trudno przyznać, że nie jara Cię już czekanie na pierwszą gwiazdkę.

Czas rozpocząć cykl spotkań kurtuazyjnych z całą rodziną i ulubione przez wszystkich składanie życzeń. Nie wiem czemu ludzie to robią, zamiast składać życzenia świąteczne, (czyli w sumie na najbliższe 3 dni) składają Ci życzenia na całe najbliższe życie: matury, studiów, pracy, pieniędzy, męża dziecka. serio? to nie wystarczy powiedzieć wesołych świąt? wszystkiego dobrego?

W tym roku jednak pod koniec grudnia doznałam świątecznego objawienia. Przemyślałam sobie wszystko i doszłam do wniosku, że moje święta to odhaczana lista rytuałów i zwyczajów. Właściwie bez refleksji czy je lubimy czy nam się podobają, są i już. Ale czy muszą? Na mojej rodzinnej wigilii u dziadków zawsze był kompot z dymu (podobno tak naprawdę to był z suszonych śliwek), czy jest na świecie ktoś komu to smakuje? Pamiętam że wszystko stawało mi w gardle bo było do wyboru albo przełknąć na sucho albo popić dymem.  Aż któregoś roku moja siostra się zbuntowała i wymyśliła świąteczną herbatę z cynamonem, goździkami i pomarańczą. Proste i cudowne. Niewygodna tradycja została zastąpiona przez coś co było wyjątkowe i jednocześnie pasowało wszystkim.

Chyba wypełniając co roku listę zwyczajów zapomnieliśmy, że świętowanie to przede wszystkim czas na robienie czegoś wyjątkowego. Czegoś na co zawsze mamy ochotę ale brakuje nam czasu. Na patrzenie w okno, wtulanie się w koc tak jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Na posiedzenie w ciszy, na leżenie na dywanie. To moje plany na te święta.

Co roku na święta próbowałam nadgonić jakąś robotę, coś wymyślić, coś przeczytać coś posegregować. W tym roku zamierzam zwolnić.

Słowo, które wszystko zmienia… (i inne słowa w moim życiu)

DSC_0819

Niedawno obchodziliśmy dzień języka polskiego, postanowiłam zastanowić się nad słowami których nadużywam, które mnie drażnią, a których używam zbyt mało lub są dla mnie ważne.

Pierwsze słowo które od razu przychodzi mi na myśl to ogarniać, ogarnąć, ogarnięty. Mam na nie alergię, nie cierpię słów, które zastępują wszystko, taki kundel językowy. Zdarza mi się ogarniać mieszkanie, przed przyjściem gości, ale nie ogarniam nauki do egzaminu, ani nie ogarniam siebie przed wyjściem. Ogarniać w znaczeniu szybko sprzątać – tak, w każdym innym – chyba nie. Owszem zdarzyło mi się powiedzieć w rozmowie, że ktoś jest bardziej ogarnięty. To było w pośpiechu i nie mogłam znaleźć lepszego określenia. Jednak co miałam na myśli? że jest sprytny, zaradny, dojrzały- to brzmi o wiele lepiej.

Powiedzonka i chwasty językowe. Chwasty językowe to słowa i zwroty, które mówimy, a one nie niosą z sobą żadnej wartości, żadnego przekazu. W rozmowie z koleżanką nikt nie zwraca na to uwagi, ale jeśli prowadzicie wykład, szkolenie lub wystąpienie, które wymaga od słuchacza koncentracji, lepiej unikać zwrotów, które nic nie wnoszą. Marnują one uwagę słuchaczy i czas mówcy. “że tak powiem” “w sumie” “jak gdyby” “tak zwany”….  Miałam kiedyś znajomego który skutecznie oduczył mnie takich powiedzonek, miał na każde jakąś odpowiedź. W sumie – a w różnicy, no bo – Nobo to takie murzyńskie imię, No…- No to taki doktor (dr No) wszystkich już nie pamiętam, ale było to na tyle irytujące że szybko oduczyłam się używania tych zwrotów.
Dziś wiem, że nadużywam przerywnika “masakra” która znaczy u mnie od “wow, ale to super” po “straszna tragedia” czyli robię to samo co wkurza mnie przy “ogarnianiu”, nadużywam też przejętego od mojego męża “wiesz o co chodzi”. Na początku kiedy to usłyszałam myślałam, że muszę odpowiedzieć że wiem, ale okazało się, że to taki przerywnik.

Imiona. Nie lubię (ale nie jakoś fanatycznie) kiedy ktoś zdrabnia moje imię, albo przerabia je w jakikolwiek sposób.Justyna to Justyna i kropka. Sama staram się zapamiętać kiedy ktoś mi się przedstawia i mówić do niego w ten sposób. Zwracam uwagę czy ktoś mówi: cześć jestem Piotr czy Piotrek. Wydaje mi się, że z moim imieniem wiele osób ma problem kiedy chcą  użyć wołacza. Justyno, brzmi może nieco patetycznie, dlatego mówią Justynko, co według mnie brzmi dziecinnie. No i do tego od razu odnoszę wrażenie, że ktoś przymila się bo czegoś ode mnie chce.

Bardzo. Mam wrażenie że słowo bardzo psuje wiele rzeczy. Kiedy wyobrażę sobie piękny krajobraz, to zachwycając się nim powiem “piękny widok” bo “bardzo piękny widok” już jest lekko ironiczny. Podobne odczucia mam na myśl o kimś/czymś dobrym. “To dobry człowiek” brzmi kompletnie, a “to bardzo dobry człowiek” sugeruje ktoś inny jest mniej dobry. Podobnie lubię cię, kocham cię jest według mnie pełne siły i odwagi, bardziej zdecydowane niż och jak bardzo Cię kocham.

Proszę, dziękuję, przepraszam. Słowa dzięki, którym świat staje się lepszy.
Proszę- unikamy go, bo czujemy się przy nim na gorszej pozycji. Proszenie o cokolwiek jest oznaką słabości. Przynajmniej tak nam się wydaje. A może jest właśnie wyrazem szacunku do tego człowieka, którego prosimy. Bo jeśli powiemy “chodź na chwilę” lub “podejdź proszę” to intencja jest ta sama, potrzebujemy drugiej osoby. Czy to nasza słabość czy nie, proszę – słowo wytrych otwiera pokłady zaangażowania i sprawa, że ktoś do nas wręcz podbiegnie 😀
Dziękuję- dziękuję a nie dzięki. Kiedy ktoś nam mówi komplement, wystarczą dwie rzeczy: uśmiech i “dziękuję” (dziękuję bardzo też jest jakby mniejsze) nie musimy się tłumaczyć, że bluzka z wyprzedaży, a torebka pożyczona. Kiedy ktoś mówi “ładnie wyglądasz”, “świetna sukienka” odpowiadamy “dziękuję” i się uśmiechamy.
Przepraszam- najgorsze słowo z tej trójcy! Och, jak ono boli nas w gardło, jakie jest trudne. O wiele łatwiej powiedzieć sorki, albo sory. Jeśli już przejdzie nam przez gardło przepraszam, to dodajemy szybciutko jakieś zdanie usprawiedliwiające przepraszam, nie chciałem, to nie moja wina tak wyszło. A ile mocy, odwagi i dumy mają w sobie zdania. “pomyliłem się, przepraszam”, “popełniłem błąd, przepraszam.”

Słowo, które wszystko zmienia. Dowiedziałam się tego podczas jednego z wystąpień na konferencji toastmasterów w Warszawie. Kiedy mówimy: nie umiem, nie wiem, nie chcę, nie stać mnie, nie mam- te stwierdzenia są w pewnym sensie zamknięte są definitywne. np. “nie chcę mieć dzieci”, “nie umiem gotować”, “nie stać mnie na mieszkanie” “nie mam dobrej pracy” “nie wiem jak to zrobić”. Często wypowiadamy się w taki sposób, te zdania mają w sobie trochę, smutku, trochę rezygnacji, wręcz beznadziei. Słowo, które wszystko w życiu zmienia to nie, dziękuję, proszę to nie kocham choć i one są bardzo ważne. To słowo to “jeszcze”: jeszcze nie chcę mieć dzieci, jeszcze nie umiem gotować, nie stać mnie jeszcze na mieszkanie, nie mam jeszcze dobrej pracy. Jedno słowo, banalne a dodaje naszym myślom pokłady nadziei, wiary, ochoty na dążenie do celu, motywacji. Prawie jak czarodziejskie zaklęcie.

Jakie słowa są dla Was istotne, piękne, potrzebne, irytujące?

Czego nauczyły mnie tegoroczne wakacje vol 2

 

Kolejny rok z rzędu wróciłam z moich mikro wakacji na wsi z głową pełną przemyśleń. Nie wiedzieć czemu po raz pierwszy od dawna poczułam się tam jak w domu. I chyba dlatego, że łącznie przez całeżycie spędziłam tam więcej czasu niż w moim obecnym własnym już domu. W drodze powrotnej udało mi się jeszcze zatrzymać na jeden dzień w ukochanym Zakopanem, które niestety zmienia się chyba na gorsze ilością komercji i tandety na ulicach. Oto lista rzeczy, które tym razem zapamiętam:

IMG_39761. Mniej znaczy lepiej.
Można być szczęśliwym mieszkając w małym domku, z prostymi sprzętami. Kiedy przestajemy zajmować się przedmiotami, zaczynamy zajmować się ludźmi. Nie rozmawiamy o nowych butach czy skórzanej sofie, trzeba znaleźć bardziej prawdziwe tematy.

2. Napisz do kogoś
Po powrocie nie mogłam się odnaleźć w świecie z internetem, który cały czas bombarduje nas jakimiś informacjami, a jednocześnie chciałam podzielić się z bliskimi przemyśleniami i zdjęciami z wyjazdu. Wysłałam do nich maila i zorientowałam się jak rzadko piszę do kogoś coś z treścią. Rozmawiamy ze sobą na komunikatorach, żeby powiedzieć co u nas słychać oznaczamy się na facebook’u a maile wysyłamy tylko, żeby przesłać coś jakieś informacje, załączniki.
Czyżby już nawet e-poczta umierała?

IMG_4008

3. Historia się nie powtórzy.
Udało mi się zrobić zdjęcia archiwalnych zdjęć i choć na chwilę namówić rodzinę na wspomnienie, kto jest kim i co robił, w którym roku i dlaczego. Nie byłam jakąś specjalną fanką historii w szkole. Może dlatego, że była ona dla mnie abstrakcyjna, uczyłam się jakichś faktów i nie czułam, żeby one mnie dotyczyły. Co innego jak ktoś powie tutaj, w tym lesie, na tej górce, tamtędy szli Niemcy, a tej drogi wtedy nie było, a my leżeliśmy schowani na tamtym polu, a tu spadł samolot. Historia zaczyna być plastyczna i wyraźna, taką chce się poznawać.

IMG_4020

4. Nie stać nas na tanie rzeczy.
W Zakopanem wylądowaliśmy w *** hotelu, na początku czułam się trochę dziwnie, że przepłacamy, że to bez sensu.
Jednak okazało się że hotel był naprawdę wart swojej ceny. Pokój był śliczny i przytulny, z okien widok na Giewont (najlepiej było widać spod prysznica), śniadanie było pyszne, blisko do centrum, a jednocześnie kameralnie i na uboczu. Może warto więc myśleć w ten sposób, skoro nie potrzeba mi w życiu tak wielu przedmiotów jak myślałam to może warto żeby te nieliczne były porządne i dobrej jakości. To i ekologiczne i ekonomiczne.

5. Jesteśmy dorośli
Kolejne spotkanie rodzinne, zawsze może stać się punktem zapalnym. Każdy ma inne poglądy, każdy ma inne przeżycia, inny styl życia, i każdy ma “swoje za uszami” Nie ma sensu, tego oceniać, albo próbować zmienić. Jesteśmy dorośli już nie powinniśmy wychowywać się nawzajem. Szanujmy to że każdy żyje po swojemu.

 

ładny czyli jaki?

376d5451bdc53932df02b107dc76e73bKażdy z nas nie jest zadowolony ze swojej urody. Każdy gdyby mógł przerobił by siebie w kogoś innego.

Ja na przykład chciałabym być wysoką posągową pięknością o pełnych kobiecych kształtach, gładkiej opalonej skórze i eleganckim sposobie bycia. Problem w tym że chyba nie byłabym wtedy sobą.

I tak oto muszę pogodzić się z moją chłopięcą sylwetką, z kościstymi ramionami, łokciami jak haczyki, z obdartymi paznokciami i “niedoskonałościami” cery. /kto wymyślił to idiotyczne określenie/
Właściwie żyje sobie z nimi wszystkimi już jakiś czas i zdążyliśmy się do siebie przyzwyczaić.

Ostatnio, usłyszałam głos oburzonej znajomej, bo ktoś powiedział że jest gruba. Powiedzcie od kiedy grubość stała się obelgą? W mojej głowie nadal jest przymiotnikiem określającym sylwetkę. Przeciwieństwem do chuda. Nie byłam nigdy gruba i nie wiem jak to jest, ale czy grubi ludzie udają że tacy nie są? Ja wielokrotnie słyszę, że jestem chuda. Czasem kiedy ktoś mnie poznaje to zanim powie mi swoje imię to mówi “ojej jaka ty chuda”, ale powiedzenie gruba jest już niepoprawne politycznie.

Właściwie dlaczego? Czy grubość wyklucza bycie pięknym. NIE. Nadawanie pejoratywnego znaczenia przymiotnikom jest w naszych głowach. To my decydujemy czy kiedy usłyszymy o sobie “gruba”, “chuda” “małe piersi” “duży tyłek” to uznamy to za obelgę czy za komplement. A właściwie nie powinniśmy tego uznać ani za jedno ani za drugie, bo to tylko stwierdzenia. Takie same jak “niebieskooka”, “brunetka” “długowłosa”. To tylko określa jak wyglądamy, a nie jakie jesteśmy.

Kobiety mają niesamowitą kreatywność w wyszukiwaniu wad swojej urody. Nawet jeśli uznają że wszystko jest  ok. to znajdą jakiś abstrakcyjny defekt np. coś nie tak z kolanami, brzydkie podeszwy stóp (Marlin Monroe), albo haczykowate łokcie tak jak ja. (za miliony lat po tym właśnie rozpoznają mojego kościotrupa). Dlaczego takiego samego zapału nie mamy w wyszukiwaniu swoich zalet?

Nieustannie maskujemy, tuszujemy, obciskamy, wypychamy, smarujemy, farbujemy, zakrywamy, odkrywamy, odwracamy uwagę, usuwamy i poprawiamy różne swoje cechy, żeby dorównać jakiemuś wzorcowi. Wzorcowi, które same sobie narzucamy. No i nie ukrywajmy, ten wzorzec jest mniej więcej dla wszystkich taki sam. Wysoka szczupła, ale z dużym biustem i pupą, z dużymi oczami i ustami, gładką cerą (właściwie gładkim wszystkim, nie licząc głowy). Czy nie jest trochę tak, że rezygnujemy z tego co nas wyróżnia żeby dążyć do bycia takim jakimi chcą być wszyscy?

Przecież nasz organizm i to jak wyglądamy to po pierwsze geny, jesteśmy miksem naszych rodziców dziadków i poprzednich pokoleń, to powód do dumy. Ja niedawno odkryłam że mam dołek w brodzie podobny do mojej mamy, chociaż chciałabym żeby był bardziej wyraźny jak u niej (jak zawsze nie można być w 100% zadowolonym nawet z tego co nam się podoba), może więc inne cechy mam po jakimś przodku bohaterze? Czy mam prawo mówić że są złe? Może jakiś mój pradziad powstaniec też miał problemy z cerą i dzięki temu uniknął jakichś kłopotów?

Po drugie nasz wygląd to trochę odbicie naszych charakterów i trybu życia. Tego co lubimy jeść, tego jak lubimy spędzać czas, tego czy się dużo uśmiechamy czy złościmy. Tego też nie powinnyśmy zmieniać.

Kobiety dążą do tego żeby wyglądać perfekcyjnie i bez skazy, najczęściej mimo nawału obowiązków, pracy, czy domu i dzieci, one chodzą na obcasie z makijażem i perfekcyjnym manicure’m. Nie ufam takim ludziom, jest duże prawdopodobieństwo, że są kosmitami.

Zaczęłam szczerze się zastanawiać czy znam osobiście jakieś brzydkie kobiety. Czy w moim otoczeniu są jakieś osoby, no którym jednak, jakoś miks genów i stylu życia nie wyszedł za dobrze.

Z satysfakcją stwierdzam że nie znam żadnej kobiety która jest definitywnie brzydka. Nawet jeśli w moim subiektywnym odczuciu, coś mi się nie podoba bo na przykład ma krzywy nos, to zaraz znajdę coś co mi się w niej podoba np. to że zawsze się uśmiecha. A ponad to jej “defekt” staje się jej znakiem szczególnym, jej wyróżnikiem, jej cechą wyjątkową. Bo od tej pory myślę nie znam drugiej takiej jak Jadźka z krzywym nosem.

Świat jest tak stworzony, że gdzie dwoje ludzi (zwłaszcza Polaków) tam trzy opinie. Idę o zakład że to co mi się w sobie nie podoba jest powodem do zazdrości jakieś innej dziewczyny. I tak jest z pewnością z waszymi cechami, które uważacie za wady. Na pewno znajdzie się ktoś komu one się podobają. Na zakończenie lista cech, których zazdroszczę u innych.

Duże i garbate nosy- uważam że nadają szlachetności.
Wysokie i ogólnie duże, krągłe sylwetki- są kobiece, postawne i dumne
Kręcone i puszące się włosy-  takie które wszyscy zauważają
Wysokie czoła- to coś jak z nosem.
Piegi- chyba nie ma nic bardziej uroczego
Jednoznaczny kolor włosów- moja przyjaciółka, pisząc kiedyś wypracowanie- opis osoby w podstawówce, napisała, że mam włosy koloru błota i było to najtrafniejsze określenie jakie dotychczas na ich temat słyszałam. Dodam, że od paru lat jest to siwiejące błoto.
Otwarte oczy- jakbym się nie starała to zawsze widać mi powieki, podobno to fajnie jak zrobisz sobie jakiś widowiskowy makijaż, ale ja zwykle takiego nie mam.

Oczywiście podoba mi się wszystko czego sama nie mam, ale czy gdybym miała byłabym nadal tą samą osobą? Kiedyś bardzo chciałam być blondynką, utleniałam włosy na potęgę, ale wychodziły najwyżej ciemopomarańczowe. Co ciekawe, gdyby ktoś wtedy kazał mi powiedzieć swój rysopis, zaczęłabym od “brunetka”.

Kiedy na chwile przestaniemy przyglądać się szczegółom swojej urody, może poczujemy się sobą we własnej skórze. Uroda i wygląd to wypadkowa wielu cech, a przede wszystkim naszego humoru i pewności siebie.

znajomi, których tak naprawdę nie znam – Kudels

Na początku kiedy trafiłam na jej blog, było dla mnie trochę zbyt “instagramowo” dużo zdjęć, zawsze kilka podobnych ujęć. Napisałam instagramowo w cudzysłowiu bo nie mam instagramu więc nie wiem co to do końca znaczy 🙂 Nie mam aparatu w telefonie i nie robię zbyt wielu zdjęć dlatego czułam się tam dosyć obco.
Ale po jakimś czasie przywykłam do tego stylu. Uważam, że Kudels jest piękną i nietuzinkową kobietą. Zestaw zdjęć wzbogaca zawsze swoimi przemyśleniami, a raczej ich esencją, bo notatki są krótkie i zawsze mam ich niedosty.

Co nas łączy i dzieli ?
Kudels ułatwiła mi zadanie wypisując 25 faktów o sobie
Łączy nas:
aktywność, chociaż ona pisze ze wychodzi często z domu, ja jestem aktywna w domu:)
lubimy szybką jazdę samochodem, cóż ja kocham samochody i dużo w życiu szalałam, teraz postanowiłam jeździć wolniej a szaleć na torze.
Łatwo się wzruszamy, ja płaczę nawet na reklamach
Gadamy!
Dzieli:
Ona nie je mięsa, ja je uwielbiam
Ona bawi się  do rana, ja o 22 zasypiam na stojąco, ale za to wstaję o świcie

Czego mogę się od niej nauczyć?
Zdjęć! Czasem klika z pozoru identycznych kadrów komponuje się w całość

Kto jej nie zna klilka tu http://justdoit-kudels.blogspot.com/

Moja odpowiedź w sprawie odwagi

W poprzedniej notce opowiadałam o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie “Skąd wziąć odwagę by zmienić swoje życie?”

Wtedy przypomniała mi się pewna historia. Kiedy pracowałam w gazecie, planowaliśmy zmianę layoutu i pracowaliśmy nad całkowitą przebudową szaty graficznej. Jednak pojawiły się obawy jak czytelnicy odbiorą drastyczną zmianę. Czy możemy im proponować wywrócenie do góry nogami czegoś do czego są przyzwyczajeni i co lubią.

Ktoś przyniósł wtedy z archiwum gazetę wyborczą, chyba  sprzed roku czy dwóch i obok położył dzisiejszą. To były dwie zupełnie różne gazety.  Nie przypominaliśmy sobie żeby Wyborcza robiła jakąś rewolucję w swojej szacie graficznej.

Po prostu zmieniali po małym kroku jednak wyraźnie wiedząc dokąd zmierzają.

Może więc nie potrzeba szukać odwagi aby wywrócić swoje życia do góry nogami, ale szukać dyscypliny by każdego dnia je ulepszać w kierunku jaki sobie wybierzemy.

Każda droga zaczyna się od jednego kroku.

Skąd wziąć odwagę by zmienić swoje życie?

Usłyszałam niedawno pytanie “skąd wziąć odwagę by zmienić swoje życie?” Kiedyś raz zmieniłam swoje życie i pamiętam, że ta siła do zmian, którą wtedy miałam była nieporównywalna z niczym innym. Dokładnie wiedziałam co mam robić i nic nie mogło mi stanąć na przeszkodzie. Od tamtej pory tęsknie za tą pewnością, którą wtedy miałam.  Dlatego pytanie wydało mi się bardzo intrygujące i postanowiłam znaleźć na nie odpowiedź.

Najpierw zapytałam znajomych, żeby poznać ich spojrzenie na odwagę:

Paweł, który rzucił wszystko i pojechał w świat napisał mi :
“odkąd przeczytałem myślę o tym, bo to jest świetne pytanie, i to chyba nie jest tak że tą odwagę pewnego dnia znajdujesz, idziesz chodnikiem i nagle trzask – dostajesz odwagą po twarzy i już możesz robić wielkie rzeczy, bo w taki sposób odwaga kojarzy mi się z “tym idealnym czasem” na zrobienie czegoś co zrobione być musi albo przynajmniej powinno. A ten czas zazwyczaj nie następuje, przynajmniej nie wtedy kiedy mamy ruszyć dupsko i wprowadzić zmiany, albo chociaż zacząć działać. Za to działa zasada – “nie chce mi się – o ho, to znaczy że teraz powinienem to zrobić” i kiedy to robię to faktycznie białe gołębice zlatują z sufitu, dywan pokrywa się kwieciem, czerwienią się jabłonie a na harfie pogrywa swawolny anioł”

Ania odpisała:
“Witaj Justyna, zastanawiałam się nad tym pytaniem i myślę, że może to jest tak jak z czasem… nie mozna go MIEĆ, ODDAĆ, ZNALEŹĆ, to po prostu istnieje ale jest poza naszym fizycznym zasięgiem i może to jest tak samo z odwagą jeśli jej nie mamy by zmienić swoje życie to widać nie chcemy tego wystarczająco.
Gdy prosisz kogoś:  pomóż mi znaleźć odwagę bym zmieniła swoje życie to tak jakby powiedzieć: zrób to za mnie. Weź za mnie odpowiedzialność.
Chyba mamy wystarczająco dużo odwagi by wszystko zmienić, może tylko czasem potrzebujemy drugiej osoby by powiedziała :  w razie czego, jestem zaraz za tobą … dasz rade wierzę w Ciebie .
Dlatego moje zdanie jest takie: odwagi nie można znaleźć, bo nie można jej też zgubić. Ona jest, jest w nas. Zawsze. Jeśli jej się nie czuje to znaczy ze w danym momencie wcale nie jest nas potrzebna(…)”

Poszukałam odpowiedzi w książce,  nie szukałam specjalnych książek o odwadze, a jedynie poszukałam odwagi w książce, którą aktualnie czytałam.

“Cechą charakterystyczną osób uważanych za mądre jest ich umiejętność dokładnego przewidywania następstw jakiegoś czynu, lub jego zaniechania”

“Świat jest pełen ludzi, którzy czekają na kogoś, kto przyjdzie i zmotywuje ich, by stali się tacy jakimi pragną być. Problem w tym, że nikt nie przychodzi im na ratunek.”

Oraz zdanie, które zmieniło mój pogląd na odwagę:
“Większość emocji, zarówno pozytywnych jak i negatywnych, zależy od sposobu w jaki człowiek je analizuje w wewnętrznej konwersacji z samym sobą. Nasze odczucia determinuje nie to co nas w życiu spotyka, ale sposób w jaki to interpretujemy. Wersja wydarzeń, która powstaje w naszym umyśle, w głównej mierze decyduje, czy odbieramy je jako mobilizujące czy wprost przeciwnie.”
Brian Tracy “Zjedz tę żabę”

Jakie pytania Wy sobie zadajecie? jak szukacie na nie odpowiedzi? Napiszcze o tym w komentarzach, lub jeśli wolicie w wiadomości na facebooku.
Moja odpowiedź już w następnym poście.