nie lubię świąt

DSC_1178

Co pierwsze przychodzi na myśl kiedy powiem święta? Odkąd skończyliśmy mniej więcej 9 lat święta przestały być magiczne. Nie czekamy na Mikołaja bo w niego nie wierzymy, nie czujemy tej wspaniałej rodzinnej atmosfery bo często przy stole już kogoś brakuje, wreszcie oprócz tego cudownego wolnego od pracy, na nasze barki spada więcej pracy niż w przeciętną weekend w roku.  Im jesteśmy starsi tym bardziej święta obciążone są stresem, a magia i atmosfera z roku na rok jest coraz mniejszym jego wynagrodzeniem.

Trudno jest przyznać się przed sobą samym, że się nie lubi świąt, a jeszcze trudniej jest powiedzieć to na głos i wystawić się na krytykę innych.

Od paru lat święta to presja:

Presja kupowania bo sklepy już od listopada przypominają nam na co mamy wydać całą pensję. Trzeba kupić prezenty nawet tym co już wszystko mają, trzeba kupić za dużo jedzenia, które i tak wyrzucimy bo nie zjemy wszystkiego, trzeba kupić milion dekoracji, żeby ustroić dom jak na pinterescie i instagramie.

Presja sprzątania, bo jak wiadomo Jezusek zaraz po urodzeniu sprawdzi czy okna dokładnie pomyte (to nic że jasno jest tylko przez pół godziny dziennie) czy w szafkach porządek i kurze spod łózka wygonione.

Presja gotowania, przynajmniej miesiąc przed świętami nie zapomnijcie wrzucić na instagram swoich pierniczków które skruszeją (lub je zjecie) do wigilii, potem 12 dań, nawet jeśli święta spędzamy u rodziny, no ale coś trzeba zrobić z tego kupionego żarcia.

Na koniec najgorsze, jak już spłukaliście się z kasy, posprzątaliście każdy zakamarek żeby na nowo pobrudzić wszystko gotując to czas wejść do krainy świątecznego entuzjazmu. Czas cieszyć się ze świąt, to nic że patrzysz na to wszystko i jakoś nie czujesz świątecznej magii, uśmiechasz się bo przecież trudno przyznać, że nie jara Cię już czekanie na pierwszą gwiazdkę.

Czas rozpocząć cykl spotkań kurtuazyjnych z całą rodziną i ulubione przez wszystkich składanie życzeń. Nie wiem czemu ludzie to robią, zamiast składać życzenia świąteczne, (czyli w sumie na najbliższe 3 dni) składają Ci życzenia na całe najbliższe życie: matury, studiów, pracy, pieniędzy, męża dziecka. serio? to nie wystarczy powiedzieć wesołych świąt? wszystkiego dobrego?

W tym roku jednak pod koniec grudnia doznałam świątecznego objawienia. Przemyślałam sobie wszystko i doszłam do wniosku, że moje święta to odhaczana lista rytuałów i zwyczajów. Właściwie bez refleksji czy je lubimy czy nam się podobają, są i już. Ale czy muszą? Na mojej rodzinnej wigilii u dziadków zawsze był kompot z dymu (podobno tak naprawdę to był z suszonych śliwek), czy jest na świecie ktoś komu to smakuje? Pamiętam że wszystko stawało mi w gardle bo było do wyboru albo przełknąć na sucho albo popić dymem.  Aż któregoś roku moja siostra się zbuntowała i wymyśliła świąteczną herbatę z cynamonem, goździkami i pomarańczą. Proste i cudowne. Niewygodna tradycja została zastąpiona przez coś co było wyjątkowe i jednocześnie pasowało wszystkim.

Chyba wypełniając co roku listę zwyczajów zapomnieliśmy, że świętowanie to przede wszystkim czas na robienie czegoś wyjątkowego. Czegoś na co zawsze mamy ochotę ale brakuje nam czasu. Na patrzenie w okno, wtulanie się w koc tak jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Na posiedzenie w ciszy, na leżenie na dywanie. To moje plany na te święta.

Co roku na święta próbowałam nadgonić jakąś robotę, coś wymyślić, coś przeczytać coś posegregować. W tym roku zamierzam zwolnić.

Advertisements

1. poranki #27 rzeczy za które jestem wdzięczna

Kolejność wpisów jest przypadkowa.

Naprawdę uwielbiam moje poranki, jestem wręcz od nich uzależniona. Wstaje codziennie około 6 – czasem jak mi się uda to 5.30. Robię kawę i mam chwilę tylko dla siebie. Czuje że jestem wtedy w takim stanie pomalutku i mam niekończący się strumień pomysłów.

Co ciekawe w moich porankach zawsze towarzyszy mi Kaja, to taka nasza tajemnica. Ona wie że tylko wtedy może leżeć ze mną na kanapie. Czeka grzecznie aż przyniosę kubek z kawą, podłącze komputer, rozłożę koc i ułożę się wygodnie a ona wtedy wskakuje na kanapę. I mimo że śpi to nasłuchuje. Jak tylko usłyszy że ktoś w domu wstaje to ucieka na swoje posłanie, żeby nikt nie poznał naszej tajemnicy.

Poczta oPolska

A teraz pomyśl sobie o takim urzędzie jakim jest poczta polska…

Ja byłam wczoraj na mojej lokalnej poczcie odebrać list polecony za potwierdzeniem odbioru.
Po raz kolejny po takiej wizycie jestem grubo zszokowana.

Mała poczta w miasteczku gminnym. Jak przechodzę przez drzwi to mam wrażenie że cofam się w czasie przynajmniej do lat 80. Lastriko, stare kraty, a zimą specyficzny zapach kaloryferów.

Stoję w kolejce a przede mną człowiek będzie nadawał paczkę. Prawdopodobnie drzwi od samochodu. Waży, płaci, pyta czy to jeszcze dzisiaj “wyjdzie”. Na co Pani mu odpowiada, że niestety już wyeksportowały raporty itd. Z rozmowy wynikało że fizycznie jeszcze paczki nie pojechały na główną, ale ta pojedzie dopiero jutro. Wtedy wychodzi kierowniczka i mówi “no ale weźcie panu jeszcze tę paczkę”. Pracownica odpowiada że juz wyeksportowała dane. A kierowniczka, no to dobrze wyeksportuj jeszcze tylko tą jedną jako osobny raport. I co było dalej! Facet zadowolony wychodzi, kierowniczka mówi do pracownic, że trzeba takich klientów szanować bo ten pan dużo wysyła.

Moja kolej podchodzę do okienka. Daje awizo i pytam czy mam szukać dowodu. Na to słyszę “nie pani Justyno, ja już panią kojarzę”.

Sądząc po jakości obsługi zaczynam podejrzewać że to nie jest Poczta Polska, tylko jakiś prywaty oddział franczyzowy. Bo to się kłóci z wizerunkiem całej poczty.

dzieci, włosy i praca…

Ostatnio u mnie dziwny czas…
Zmieniam pracę, jeszcze mogę tak powiedzieć, bo niedługo już zostanie mi tylko powiedzieć, że  szukam.

W miniony weekend w ramach resetu po rzucaniu pracy mąż zabrał mnie na wyjazd, spotkałam sporo dawnych znajomych, świetnie się bawiłam, mimo że bardzo często pojawiał się temat moich włosów… Dawno tak wiele osób w tak krótkim czasie nie rozmawiało o tym czemu je obcięłam i czy teraz wyglądam lepiej czy wcześniej.

Dzieci… czemu tyle osób mnie o to pyta. Czy ludzie, którzy mają dzieci są zmuszeni do agitacji innych? Czy chcą żeby wszyscy żyli według ich scenariusza?

uroczy kącik

Postanowiłam urządzić w ogrodzie jakieś miłe miejsce do siedzenia, a że brakowało mi mebli ogrodowych, które nie wiedzieć czemu są niesamowicie drogie trzeba było radzić sobie w inny sposób… 
Na tym zdjęciu stan przed i to dużo przed… warzywniak, który na razie jest chwaściakiem został odgrodzony brzozowym płotkiem (jeszcze nie skończony)
starą wojskową skrzynię, stary stolik i beczkę pomalowałam białą olejną, uważam że w każdym domu powinien być zapas białej olejnej (ftalowej) farby. Stare drewno niesamowicie chłonie, miałam oczywiście jakiś grunt do drewna, ale był już stary i dosyć gęsty, stolik i ławkę malowałam metodą wylewania:) oczywiście są zacieki ale zupełnie mi to nie przeszkadza. W samym rogu chciałam posadzić brzozę, żeby się komponowała z płotkiem, ale stwierdziłam że mając alergię na brzozę to nie będzie najlepsze wyjście…
Posadziłam więc tamaryszek i trochę się o niego martwię, korzeń miał jakiś malutki,
 u wszystkich sąsiadów już kwitnie a u mnie nadal badyl…
a obok ławki jest wkopana doniczka z której już kiełkują pachnące groszki:)
zapraszam na kawę!

w garnku glinianym, który nie wiadomo dlaczego stracił dno posadziłam lawendę, jako wypełnienie użyłam popiołu z pieca chociaż chyba nie jest to zbyt zdrowe dla roślin. Potem wyłożyłam tkaniną ogrodniczą żeby nie rosły chwasty i wysypałam korą. Lawenda rośnie i ma już pączki więc podoba jej się !
w beczce chciałam posadzić kwiatki których nazwy nie pamiętam, ale zaczynają mi kiełkować, tym czasem postawiłam tam cytrynę która już kwitnie i pięknie pachnie

Kaja wypiła ze mną poranną kawę 🙂

chyba czas na coś nowego

pomalutku dotarłam do jakiegoś kolejnego levelu.
Czas na jakieś postanowienia nowożyciowe:
– będe wcześniej wstawać
– będę dłużej spacerować z psem
– wrócę do biegania
– nauczę się gotować
– mam ochotę na bardziej żywe prowadzenie bloga, ale jak znam swoj zapał to szybko o nim zapomnę

nowe!

Pierwszy dzien nowego roku! Lubię to!
Lubię coś zaczynać i mieć puste konto. Otwierac zeszyt i patrzec pół godziny na pustą kartkę.
Chciałabym, żeby ten rok był spokojny, żeby nic sie nie działo zeby dzień za dniem były zwyczajne. Ja tak uwielbiam zwyczajność 🙂
ale to mrzonki wiem że bedzie pełno wydażeń i już sie boje ze oszaleje od ilosci ekscytacji i wrazeń.

Za wszelką cenę chce zeby wszystko przebiegało spokojnie i naturalnie, nie lubie kiedy trzeba przybierac pozy bo np. taka jest tradycja, tak trzeba i co ludzie powiedza.

Juz czuje ze caly rok bede prowadzic wewnętrzną walkę  pomiedzy myslami “zrób to po swojemu”, a “odpuść i zrób tak żeby inni byli zadowoleni”