Couching- z czym to się je?

Właściwie pewnym zbiegiem okoliczności trafiłam na couching. To słowo jest straszne i wypowiadanie go mnie drażni. Może dlatego byłam też sceptycznie nastawiona do całej akcji. Wydawało mi się, że to trochę czary mary, że to dla pieniędzy itd. Moje zdanie się zmieniło kiedy tylko poznałam to na własnej skórze.

Jak powstał couching?
Wg słów mojej trenerki, zbadano na rynku amerykańskim wszelkiego rodzaju terapeutów, psychiatrów, psychologów, mentorów i co tam jeszcze nosi amerykańska ziemia. Wybrano tych, których terapie przynosiły jak najdłuższe i jak najlepsze efekty. I okazało się, że w ich metodach działania jest pewien wspólny mianownik, na którego podstawie stworzyli właśnie model couchingowy.

Jak to wygląda w praktyce?
Trener zadaje pytania a klient na nie odpowiada. Couch nie może oceniać, ani nawet sugerować swoich uczuć na dany temat. Zderza moje własne słowa z odpowiedziami na poprzednie pytania. Pokazuje mi niekonsekwencje, łączy różne wypowiedzi. W skrócie nazwałabym to bardzo zaawansowaną dyskusją z samym sobą.

Co o tym myślę?
To jest jednocześnie ekscytujące i niesamowicie irytujące. Z jednej strony okazuje się, że w ciągu 15 minut mogę powiedzieć dwa zupełnie wykluczające się twierdzenia (i za każdym razem szczerze w nie wierzyć) z drugiej strony już nie mogę się doczekać następnego odcinka tego monodramu 🙂

W związku z tym mogę śmiało anulować poprzednią notkę z września- w której się ekscytowałam remontem domu. Na razie muszę dowiedzieć się więcej o sobie.

Advertisements